+1
Najlepsze debiuty - NWOBHM
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Chyba Was trochę pokiereszowało. Zarówno Praying Mantis jak i Angel Witch to bardzo dobre płyty, ale do debiutu Dziewicy nie mają startu. Iron Maiden na tamte czasy, no i zresztą do dziś, zrobiło album, który idealnie łączył stare z nowym. Brzmi jak fuzja rocka lat 70 z najnowszymi, wtedy, trendami. Pojawiła się i szybkość i progresja. Wystarczy posłuchać sobie "Phantom Of The Opera" czy "Remember Tomorrow". Te kawałki same mogą stanąć w szranki z wyżej wymienionymi albumami. Co prawda Angel i Praying też mają zacne numery ale ogólnie rzecz biorąc, po walce i tak wybrałbym Maiden. Dla mnie zresztą to jeden z najlepszych debiutów wszech czasów.
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Praying Mantis to faktycznie niedoceniony band. Aczkolwiek trochę nie moje klimaty. Ich debiut nie przypadł mi do gustu. Z dostępnych źródeł wynika, że mieli szansę na karierę podobną do Def Leppard. Mieli znaleźć tylko frontmana. Wyszło jak wyszło. Szkoda, że takiej kapeli jak Deep Machine nie udało się nagrać w tamtych czasach LP. Demówki i bootlegi brzmią solidnie.
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Praying Mantis wzięło patenty Thin Lizzy i zmixowało je z trendami początku lat osiemdziesiątych, co przełożyło się na kapitalny krążek będący jednym z moich ulubionych reprezentantów tamtych czasów.
Debiut Ironów to naprawdę fajna płyta, ale nie uważam, by kompozycje pokroju Charlotte, Running Free, czy Iron Maiden były przejawem jakiegoś kunsztu. To po prostu fajne kawałki. "Progresja" to bardzo odważne słowo w stosunku do tej muzyki, według mnie nietrafione. Na tym krążku faktycznie mamy połączenie starego z nowym, ale w formie pozostawiającej trochę do życzenia. To na pewno jeden z ciekawszych albumów Maiden, ale oni sami mieli lepsze, a co dopiero konkurencja w czasach jego premiery.
Debiut Ironów to naprawdę fajna płyta, ale nie uważam, by kompozycje pokroju Charlotte, Running Free, czy Iron Maiden były przejawem jakiegoś kunsztu. To po prostu fajne kawałki. "Progresja" to bardzo odważne słowo w stosunku do tej muzyki, według mnie nietrafione. Na tym krążku faktycznie mamy połączenie starego z nowym, ale w formie pozostawiającej trochę do życzenia. To na pewno jeden z ciekawszych albumów Maiden, ale oni sami mieli lepsze, a co dopiero konkurencja w czasach jego premiery.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
No ale Praying Mantis wydało debiut rok później niż Iron Maiden, które miało już wtedy wydany także Killers. Jak kolega widzi, wszystko kwestia gustu, o czym świadczą opinie poprzedników. Ciekawe jak ocenilibyście debiut More "Warhead", na którym śpiewał pierwszy wokalista IM - Paul Mario Day.
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Ale do czego zmierzasz, bo nie rozumiem?
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Czy ten rok później to już inna epoka w muzyce? Inny styl? Wydali rok później, ale co z tego wynika dla jakości tego debiutu?
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
A no w przypadku NWOBHM rok to bardzo dużo. Dla przykładu niech kolega posłucha jak brzmiał Paralex w 1980 a jak w 1981.
Chociaż w przypadku Praying Mantis to takiego dużego znaczenia nie miało. Grali po prostu "lżej" niż Iron Maiden.
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Debiut More to niezły album ale nic specjalnego. W tym czasie były dużo lepsze płyty wydane.
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Debiut More to 1981 rok. Wtedy wyszły takie pociski jak debiut Raven, "Spellbound" Tygers of Pan Tang, "The Nightcomers" Holocaust, "Denim And Leather" Saxon, "Welcome To Hell" Venom czy wreszcie mój absolutny faworyt czyli "Killers" Maiden.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12450
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
No ale po co tak wybiórczo, wiadomo do których numerów odnosiło się słowo progresja. Phantom i Transylvania to bardzo ambitne numery zarówno kompozycyjnie, jak i aranżacyjnie. Chociaż słowa progresja bym nie użył, to rasowy, dojrzały i bardzo ciekawy heavy metal.Schizoid pisze: ↑sob sty 25, 2020 12:56 pm
Debiut Ironów to naprawdę fajna płyta, ale nie uważam, by kompozycje pokroju Charlotte, Running Free, czy Iron Maiden były przejawem jakiegoś kunsztu. To po prostu fajne kawałki. "Progresja" to bardzo odważne słowo w stosunku do tej muzyki, według mnie nietrafione. Na tym krążku faktycznie mamy połączenie starego z nowym, ale w formie pozostawiającej trochę do życzenia. To na pewno jeden z ciekawszych albumów Maiden, ale oni sami mieli lepsze, a co dopiero konkurencja w czasach jego premiery.
Jakiekolwiek porównywanie (nie mówiąc o stawianiu wyżej) o lata świetlne słabszych (choć wciąż bardzo dobrych) Angel Witch i Praying Mantis to moim zdaniem wynik osłuchania debiutu i chęci bycia oryginalnym. Od kiedy Maideni weszli do gry nikt w tym gatunku nie ma podjazdu.
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Faktycznie TOPT bardzo dobra i ciekawa płyta. Nowy wokalista, dwóch gitarzystów. Ja jednak preferuję ich jedynkę "Wild Cat". Venoma nigdy nie lubiłem. Raven mam nawet wydanie Castla, ale rzadko słucham. Wokal nie do końca do mnie przemawia. Holocaust - ich jedynka, poza fragmentami, może być. Saxon "Denim And Leather" zawsze uważałem za wzór płyty heavy metalowej. Może nie ma takiej wirtuozerii jak w IM, ale kompozyjnie, wokalnie, produkcyjnie bardzo dobra. Stawiam ją wyżej niż WOS, SAOTL i PATG.
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Można mieć po prostu autentycznie inne zdanie ale co ja tam wiemDzosef pisze: ↑sob sty 25, 2020 2:16 pmNo ale po co tak wybiórczo, wiadomo do których numerów odnosiło się słowo progresja. Phantom i Transylvania to bardzo ambitne numery zarówno kompozycyjnie, jak i aranżacyjnie. Chociaż słowa progresja bym nie użył, to rasowy, dojrzały i bardzo ciekawy heavy metal.Schizoid pisze: ↑sob sty 25, 2020 12:56 pm
Debiut Ironów to naprawdę fajna płyta, ale nie uważam, by kompozycje pokroju Charlotte, Running Free, czy Iron Maiden były przejawem jakiegoś kunsztu. To po prostu fajne kawałki. "Progresja" to bardzo odważne słowo w stosunku do tej muzyki, według mnie nietrafione. Na tym krążku faktycznie mamy połączenie starego z nowym, ale w formie pozostawiającej trochę do życzenia. To na pewno jeden z ciekawszych albumów Maiden, ale oni sami mieli lepsze, a co dopiero konkurencja w czasach jego premiery.
Jakiekolwiek porównywanie (nie mówiąc o stawianiu wyżej) o lata świetlne słabszych (choć wciąż bardzo dobrych) Angel Witch i Praying Mantis to moim zdaniem wynik osłuchania debiutu i chęci bycia oryginalnym. Od kiedy Maideni weszli do gry nikt w tym gatunku nie ma podjazdu.
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Ale może pozwolisz mi mieć własne zdanie wyrobione na podstawie wielokrotnych odsłuchów omawianych płyt? Ja wiem, że w twoim świecie Iron Maiden jest najsilniejsze i najpiękniejsze, a w Świebodzinie zamiast posągu Pudzi...Jezusa stoi Harris, ale zwyczajnie nie podzielam skrajnych zachwytów nad zawartością ich debiutu. Takie tłumaczenie gustu kojarzy mi się z metodologią Nomada, który lubi sięgać po jakieś twierdzenia z pogranicza socjologii i psychologii. Wspomniane numery wymieniłem, bo nie uważam, aby krążek składający się z między innymi takich kawałków miał być wybitny, czy też lepszy od debiutu Mantis.Dzosef pisze: ↑sob sty 25, 2020 2:16 pmNo ale po co tak wybiórczo, wiadomo do których numerów odnosiło się słowo progresja. Phantom i Transylvania to bardzo ambitne numery zarówno kompozycyjnie, jak i aranżacyjnie. Chociaż słowa progresja bym nie użył, to rasowy, dojrzały i bardzo ciekawy heavy metal.Schizoid pisze: ↑sob sty 25, 2020 12:56 pm
Debiut Ironów to naprawdę fajna płyta, ale nie uważam, by kompozycje pokroju Charlotte, Running Free, czy Iron Maiden były przejawem jakiegoś kunsztu. To po prostu fajne kawałki. "Progresja" to bardzo odważne słowo w stosunku do tej muzyki, według mnie nietrafione. Na tym krążku faktycznie mamy połączenie starego z nowym, ale w formie pozostawiającej trochę do życzenia. To na pewno jeden z ciekawszych albumów Maiden, ale oni sami mieli lepsze, a co dopiero konkurencja w czasach jego premiery.
Jakiekolwiek porównywanie (nie mówiąc o stawianiu wyżej) o lata świetlne słabszych (choć wciąż bardzo dobrych) Angel Witch i Praying Mantis to moim zdaniem wynik osłuchania debiutu i chęci bycia oryginalnym. Od kiedy Maideni weszli do gry nikt w tym gatunku nie ma podjazdu.
Phantom Of The Opera jest bardziej zaawansowanym utworem, ale to nie czyni go kompozycją progresywną.
Te tezy na temat rewolucji w NWOBHM zachodzących na przestrzeni roku to jakaś abstrakcja, ten nurt był bardzo ograniczony i trudno się dziwić, że kilku jego reprezentantów wyczerpało zapotrzebowanie na takie granie. A debiuty Maiden i Mantis wywodzą się z tych samych źródeł, różnice czasowe w premierach ich debiutanckich krążków nie miały jakiegokolwiek wpływu na cokolwiek. Powiedziałbym nawet, że Modliszka była bardziej zakorzeniona w poprzedniej dekadzie.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Kolega może uzasadnić, bo akurat mam inne zdanie w tym zakresie?
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Może po prostu posłuchaj sobie jakiejś muzyki wykraczającej poza schematyczne riffy i dość prymitywne rytmy, to nie będę musiał się rozpisywać na ten temat.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Hm, bardzo ciekawa odpowiedź. No cóż. Uważasz np., że takie nagrania jak Limelight: "Limelight", Dark Star "Dark Star", Sledgehammer "Blood On Their Hands", Satan "Kiss Of Death" demo, Sanctus "Creature From Vercenta" demo, Dragonfly "Dragonfly" EP to schematyczne riffy i dość prymitywne rytmy? To tak dla przykładu, bo dużo tego jest. Ok. Czyli słucham schematycznej i prymitywnej muzy. Przynajmniej mnie rajcuje.
Re: Najlepsze debiuty - NWOBHM
Uważam, że to typowe granie, które nie wykracza poza pewne stosunkowo wąskie ramy. Nie mówię, że przez to źle oceniam takie zespoły per se, bo czasami lubię zapuścić sobie jakiś nieco zakurzony albumik kapeli pryszczatych maniaków ze złotych lat NWOBHM, ale jeśli ktoś tam słyszy jakiś eklektyzm, nowatorstwo lub zaawansowanie, to chyba nigdy nie wyszedł poza heavy metal. Na szczęście to już nie mój problem.
Słuchaj sobie czego chcesz, możesz nawet Babymetal słuchać, jeśli ci to sprawia przyjemność.
Słuchaj sobie czego chcesz, możesz nawet Babymetal słuchać, jeśli ci to sprawia przyjemność.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller


