Co myślicie o dawaniu do podpisania płyt muzykom którzy na danej płycie nie występują?
Jest to w jakiś sposób uzasadnione czy jest to złe/głupie
Z jednej strony przypomina mi się taki kwiatek, wyśmiany tutaj na forum: SiT podpisane przez Blaze'a - ktoś kto dał do podpisu jest skończonym debilem lub osobą o ponadprzeciętnym IQ, mógł sprzedac legendarny album podpisany przez (byłego)wokalistę zespołu.
Z drugiej strony czy aż takim przegięciem byłoby dać do podpisania “Iron Maiden“ Adrianowi który chwilę później przyszedł do zespołu? Lub któremukolwiek z obecnych członków?
Dostałem od zespołu podpisaną okładkę Live After Death, podpisaną również przez Janicka który jak wiemy przyszedł kilka lat po wydaniu tego albumu.
Przypomina mi się sytuacja z Łodzi z koncertu Judas Priest, gdy po koncercie Scott Travis wyszedł do ludzi i ktoś mu dał jakiś album Judasza do podpisania, a on skomentował, że nie jest to album na którym grał, ale i tak podpisze.
Jakie przemyślenia macie na ten temat? Czy sugerować się starzem muzyka w zespole?
Zacząłem się zastanawiać nad tym bo chce żeby Exodus podpisał mi Bonded By Blood, a z oryginalnego składu niewiele zostało i nie wiem czy dać np takiemu Zetro.





