
Wtedy kiedy poznałem tę płytę, była to najdziwniejsza rzecz jaką słyszałem. Nie pasowała do niej żadna etykietka, a i trzeba było złapać odpowiedni nastrój do słuchania tych przedziwnych dźwięków. Metal progresywny miewa i takie odsłony. Dużo słuchałem Nothingface z kasety na walkmanie jeżdżąc do szkoły. Autobus mijał industrialne, zaniedbane przez lata PRLu tereny, do tego pasowała taka muzyka. Płyty długo nie mogłem zdobyć, była rzadkością, a jak się już trafiała gdzieś na aukcjach to za nienormalne kwoty. W końcu kupiłem edycję limitowaną Metal Mindu, niestety w digipacku. Ale przynajmniej są wszystkie teksty. Na kasecie także Metal Mindu z lat 90 książeczka urywała się gdzieś na Inner Combustion.
Highlights: The Unknown Knows, Missing Sequences, Pre-Ignition, Into My Hypercube, Sub-Effect
17. Alice Cooper – Special Forces (1981)

Oczywiście musi być coś z Blackout Trilogy Alice'a, którą to trylogię bardzo sobie cenię. Dla tych którzy nie wiedzą skąd wzięła się ta nazwa, chodzi o trzy płyty Coopera, których nagrania nie pamięta, bo był w ostrym ciągu alkoholowo narkotykowym. Nie pamięta też tras koncertowych, chociaż odbył wtedy tylko jedną, promując właśnie ten album. Trzy lata temu latem słuchałem tego krążka non stop. Prawdę mówiąc wcześniej najbardziej z tych albumów ceniłem Zipper Catches Skin, ale to jednak Special Forces mną szczególnie zawładnęło. Ma się wrażenie, że Alice próbuje nawiązać momentami do Welcome to My Nightmare czy Billion Dollar Babies, słychać to w takich utworach jak Don't Talk Old to Me czy Skeletons in the Closet, no i oczywiście Generation Landslide, bo to jest kawałek z Billion, tylko że w wersji live. Po ostatnim na płycie Vicious Rumours następuje krótki cytat z utworu otwierającego Special Forces Who Do You Think We Are, sugerując swego rodzaju koncept (niektóre przejścia z utworu na utwór też to sugerują). Bardzo fajny pomysł. Powstały dwa teledyski, do Seven and Seven Is oraz Prettiest Cop on the Block, zwłaszcza ten pierwszy uwidacznia w jakiej mizernej kondycji był Alice. Ale na pewno nie w mizernej artystycznie. Bardzo lubię ten album.
Highlights: Cała płyta, chociaż nie wiem po co znajduje się na niej utwór, który już wcześniej wydali. Faworyt? To się ciągle zmienia, ale na chwilę obecną chyba maniakalny Don't Talk Old to Me


















