Najwieksze wpadki koncertowe

Tu dyskutujemy tylko o Iron Maiden

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
WICKER MAN
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 6612
Rejestracja: pn mar 31, 2003 3:35 pm
Skąd: Warszawa

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: WICKER MAN »

JMM pisze:
WICKER MAN pisze: Oki. To poproś kogoś znajomego, żeby Ci zeskanował. :D
Ha, ha, ha.
Co? :P :wink:
Oki, koniec off-topa. :lol:
Kro
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2019
Rejestracja: pn wrz 01, 2003 1:07 am
Skąd: Ruda Śląska

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Kro »

Hmm moim zdaniem Heaven Can Wait na boocie Wembley 93 nie da sie wytlumaczyc awaria gitary :D
Madryt '99 - Janick gra na poczatku riff z Troopera o pol tonu nizej przez jakies 10 sekund, widocznie sie nie slyszal, wychodzi z tego niezly falsz. Najlepiej slychac to na fragmencie z TV bo na audio Janick jest cicho nagrany

Heaven Can Wait i The Evil That Men Do z Blaze'm na wokalu to wedlug mnie najwieksze wpadki IM :roll:

W zasadzie na kazdym koncercie zdarzaja sie mniejsze lub wieksze wpadki, wystarczy tylko uwaznie sluchac :wink:
Awatar użytkownika
Tomek(JMM)
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1435
Rejestracja: pt paź 22, 2004 8:47 pm
Skąd: Łódź

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Tomek(JMM) »

Uwaga, panie i panowie! Wreszcie udało mi sie po długich próbach umieścic tutaj artykuł o którym wspominałem. A zatem miłego czytania:

"Iron Maiden- rdzewiejąca maszyna

Wbita w głośnik gitara. Porozrzucane instrumenty, kolumny i wzmacniacze. Podpity muzyk popisujący się wyczynami akrobatycznymi. Chaos. Nie, kochani, to nie jest początek relacji z koncertu jakiejś rozbrykanej młodej grupy. Te żałosne scenki miały miejsce- niestety- podczas londyńskiego koncertu Iron Maiden.

Pamiętam, że po zeszłorocznym Donington obiecałem sobie, że już nigdy nie pójdę na koncert Maiden. Dlaczego? Bo są perfekcyjni. Zbyt perfekcyjni. Widziałem ich już kilka razy i chyba nie muszę nikogo przekonywać, że zawsze to był wspaniały koncert. Wspaniały zarówno od strony muzycznej, jaki i widowiskowej. A jednak... Coraz bardziej brakowało w tym wszystkim spontaniczności, żywiołowości, energii. Doszło do tego, że podczas ich zeszłorocznego koncertu niemal modliłem się, żeby usłyszeć choćby najmniejsze potknięcie.
Skoro tak wydziwiam, co było powodem, że znowu znalazłem się na ich koncercie? Odpowiedź bardzo prosta- był to pożegnalny występ w składzie z Dickinsonem. Przyznacie, że to wystarczający powód.
Ulewa sprawia, że docieram pod szacowna Wembley Arena niemal w ostatniej chwili. Jeszcze tylko tradycyjny rytuał: rewizja, zaobrączkowanie, obowiązkowy drink, kolejna rewizja i już jestem wewnątrz. Niemalże w tym samym momencie gasną światła, a jakiś jegomość o niesamowicie zdartym głosie zapowiada The Almighty. Na estradę wpada czwórka długowłosych facetów i zaczyna ostrymi riffami gitar oraz atomowym uderzeniem perkusji. Dobudza nieco znudzoną i zmęczona majową ulewą publiczność. Pierwszy utwór to „Taking Hard”. Jest cholernie głośno. Za głośno. Z głośników wylewa się potok brudnych zniekształconych dźwięków. Znacznie lepiej brzmią następne choćby „Wild And Fucking Wonderful”. Widocznie akustyk potrzebował tych kilku minut na dostrojenie swojej aparatury. Nadal jest głośno, jednak dźwięk jest bardziej klarowny. Prawdziwa kanonada ciężkich riffów, okraszona dobrymi solówkami, powoduje szybsze krążenie krwi. Zdarty i zachrypnięty głos wokalisty momentami do złudzenia przypomina wyczyny wokalne lidera Motorhead. Zduszona pod estradą publiczność bawi się i śpiewa. Przez chwilę wydaje mi się że spora cześć słuchaczy przyszła tu tylko po to aby usłyszeć tę zwariowaną piątkę (sic!- przyp. JMM) z Glasgow.
Nieco atmosferę uspokaja długi, nastrojowy wstęp do „Jesus Loves You But I Don’t”. Uspokaja, ale tylko na chwilę. Ballada przeistacza się w prawdziwy popis gitarzysty, z niezliczoną ilością zaskakujących przejść, zmian tempa i rytmu. Bez wątpienia najlepsza część tego występu. Następne utwory, „Powerippin’ I” i „Love Religion”, to dobry, rzetelny, ale nie wyróżniający się niczym rock. Cóż może być na pożegnania? Oczywiście przebój „Free And Easy”, odśpiewany zgodnym chórem przez wszystkich.
Muzycy szybko znikają z estrady. Rozbawiona publiczność domaga się bisów. Jednak nic z tego. Na scenie pojawiają się faceci z obsługi technicznej i zaczyna się trzydziestominutowe oczekiwanie na gwiazdę.
Wreszcie gasną światła. Na scenie w równym rządku świecą się kontrolki we wzmacniaczach. Z zupełnej ciemności wydobywa się tajemniczy dźwięk powoli przechodzący w odgłosy ulewy. Krzyki tłumu skandującego nazwę grupy zagłusza potężny grzmot, i w tym samym momencie Nicko McBrain, podświetlany lampami stroboskowymi, atakuje nas kanonadą uderzeń w bębny. W ułamku sekundy oświetleni tysiącem kolorowych żarówek wpadają na estradę Bruce Dickinson, Janick Gers, Dave Murray i Steve Harris. Koncert otwiera „Be Quick Or Be Dead” przed sceną szaleństwo. Setki wyciągniętych w górę rąk, ściśnięty tłum faluje. Totalny bzik. Po tym czterominutowym, thrashowym wyścigu z czasem wielki przebój sprzed lat. „The Number Of The Beast”- odśpiewany przez ogromny kilkutysięczny tłum. A na estradzie to co znamy tak dobrze od lat. Dickinson biegiem przemierza scenę w tę i z powrotem, Harris ze swoim olbrzymim basem oparty jedna nogą na monitorze, pochylony wpatruję się gniewnym wzrokiem w tłum, Murray cofnięty nieco w głąb. Jednak moją uwagę przyciągają wyczyny Gersa, który skacze niczym porażona prądem baletnica. Następne utwory, „Prowler” ozdobiony wariackim solem perkusji i „2 Minutes To Midnight”- zaśpiewany przez wszystkich. Za perkusją ukazuje się powiększenie okładki albumu „Powerslave”. Ale z głośników coraz częściej dobiegają dziwne dźwięki. To zasługa wspomnianej wcześniej baletnicy. Ogarnięty akrobatyczno-tanecznym szałem Gers powoduję niezliczona ilość sprzężeń. Jego gra ogranicza się do przeciągania strunami po udach, kolumnach i deskach estrady. Wygląda to dość imponująco, ale naprawdę, nie ma to nic wspólnego z muzyką.
Zespół wyciąga nastęne asy z rękawa. „From Here To Eternity”- ostatni singlowy przebój. Nicko wręcz unosi się nad swoim olbrzymim zestawem perkusyjnym. Bruce i Janick w szalonym tańcu przemierzają pomost umieszczony wysoko za perkusją. Dave skupia się na grze i ozdabia utwór krótkimi solówkami. Ten szalony maraton uspokaja nieco „Wasting Love”. Ale zaraz potem znowu szaleństwo- „Bring Your Daughter To The Slaughter”. Mniej więcej w połowie tego utworu cofnięty w głąb sceny Gers zdejmuje gitarę i z wielką siłą rzuca nią o podłogę. Instrument skowycze. Jak chyba wszyscy myślałem, że to kolejny wariacki popis. Muzyk chwyta jednak kolejną gitarę i robi dokładnie to samo. Jego koledzy stoją na krawędzi estrady i jeszcze niczego nie widzą. Z głośników nadal płynie kanonada dźwięków. Gers zatacza kółko, dopada wzmacniaczy i spycha je na ziemie, Kolumnę kopniakami przesuwa niemal na środek sceny i po prostu znika. Publiczność zamiera. Murray pierwszy zauważa brak kolegi i natychmiast udaje się za kulisy. Zdezorientowana trójka próbuje wciągnąć publiczność do zabawy.
W końcu na estradzie zostają tylko Dickinson i uwięziony za bębnami Nicko. Lider (hmm... – przyp. JMM) zaczyna swój piętnastominutowy monolog. Dowcipy przeplata jakimiś głupstwami. Coraz bardziej zniecierpliwiona publiczność zaczyna ostatecznie siadać na ziemi. Gdzieniegdzie słychać okrzyki i gwizdy. Zawsze roześmiany McBrain z przekleństwem na ustach rzuca pałeczki i siada obok swojej perkusji. Również Dickinsona ponoszą nerwy. Krzyczy: „Pora żebyście wy przemówili.” I rzuca mikrofon w tłum. Po chwili powraca i zapowiada perkusyjne solo. Zaskoczony McBrain powoli zajmuje swoje miejsce i odgrywa najnudniejsze solo świata.
Wreszcie cała piątka jest znowu na scenie. Z głośników dobiegają pierwsze dźwięki „Wasted Years”. Dickinson zwraca się do Gersa: „Będziesz mniej pić”. Maszyna pod nazwą Iron Maiden znowu się rozkręca. „Afraid To Shoot Strangers”, „Fear Of The Dark” czy „The Evil That Man Do” nie brzmią już jednak tak świeżo i dynamicznie jak utwory w pierwszej części koncertu. Z estrady wieje nudą. Gitarzyści odgrywają swoje partie jakby pogrążeni w letargu. To już nie jest ta sama grupa. „Run To The Hills” i „Iron Maiden” rekompensują wielkie rozczarowanie, ale to już koniec.
Po króciutkiej przerwie na moment powraca stare dobre Iron Maiden. „Hallowed Be Thy Name” z niezliczona ilością przejść i gitarowych wyścigów znowu pobudza szybsze krążenie krwi. A „The Trooper” znów wprowadza w stan euforii. Ponosi również bohatera dzisiejszego wieczoru. Po krótkiej walce z kablami Gers wbija gitarę w jedna z kolumn. Jeszcze tylko skromne „Thanks” i muzycy znikają w ciemnościach.
Koniec? Tak. Zapalają się światła, z głośników dobiegają znajome dźwięki piosenki kończącej „Żywot briana”- „Always Look On The Bright Side Of Life”. Cóz to chyba najlepszy komentarz do tego wieczoru.

Wiesław Barczyszczyn, Wembey Arena, Londyn 17 maja 1993."

I oby nigdy taki koncert sie nie powtórzył. dziękuje za cierpliwość.
Awatar użytkownika
KILLER
-#Wrathchild
-#Wrathchild
Posty: 75
Rejestracja: wt gru 07, 2004 12:48 pm
Skąd: Łódź

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: KILLER »

Michcio pisze:no dzis spadlem z krzesla!!!!!!!!! poprosilem kumpla zeby mi sciagnal the edge of darkness live... zapociclem sobie kawalek i w ktooryms momecie blaze zapomina tekstu i slychac tylbo łe łe łe bla bla bla :lol: :lol: :lol: ja nie moge!!!! arcydzielo!!! poozniej powiem ktoory to koncert bo narazie nie mam nazwy :lol:
A mozesz podesłac linka do tego pliku ?? SORRY za offtopa :(
Who am I ??? I am KILLER :twisted:
Stranger
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 346
Rejestracja: pn maja 26, 2003 6:43 pm
Skąd: Piaseczno

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Stranger »

Ciekawe, nie wiedzialem ze na pozegnalnym koncercie cos takiego mialo miejsce. Jest jakies nagranie wideo z tego?
Byc moze to nie wina alkoholu, a Gers bardzo przezywal ta cala sytuacje z Brucem itp. Albo jedno i drugie.
Awatar użytkownika
Natalia
-#Invader
-#Invader
Posty: 179
Rejestracja: śr cze 04, 2003 11:28 pm

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Natalia »

JMM pisze: Jednak moją uwagę przyciągają wyczyny Gersa, który skacze niczym porażona prądem baletnica. / To zasługa wspomnianej wcześniej baletnicy.
Zabiło mnie.
mega 'kin ROTFL
JMM pisze: Ogarnięty akrobatyczno-tanecznym szałem Gers powoduję niezliczona ilość sprzężeń. Jego gra ogranicza się do przeciągania strunami po udach, kolumnach i deskach estrady. Wygląda to dość imponująco, ale naprawdę, nie ma to nic wspólnego z muzyką.
Akrobatyczno-taneczny szał? :lol: :lol:
JMM pisze: Mniej więcej w połowie tego utworu cofnięty w głąb sceny Gers zdejmuje gitarę i z wielką siłą rzuca nią o podłogę. Instrument skowycze. Jak chyba wszyscy myślałem, że to kolejny wariacki popis. Muzyk chwyta jednak kolejną gitarę i robi dokładnie to samo. Jego koledzy stoją na krawędzi estrady i jeszcze niczego nie widzą. Z głośników nadal płynie kanonada dźwięków. Gers zatacza kółko, dopada wzmacniaczy i spycha je na ziemie, Kolumnę kopniakami przesuwa niemal na środek sceny i po prostu znika. Ponosi również bohatera dzisiejszego wieczoru. Po krótkiej walce z kablami Gers wbija gitarę w jedna z kolumn.
:lol:

Wiesław Barczyszczyn<-Bar czyscił?Ale pomysły miał śmieszne..porażona prądem baletnica.



Dzieki bardzo za ten artykuł :) :) :)
MaYeR
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 485
Rejestracja: pn mar 31, 2003 12:55 pm
Skąd: Lublin

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: MaYeR »

Stranger pisze:Ciekawe, nie wiedzialem ze na pozegnalnym koncercie cos takiego mialo miejsce. Jest jakies nagranie wideo z tego?
Byc moze to nie wina alkoholu, a Gers bardzo przezywal ta cala sytuacje z Brucem itp. Albo jedno i drugie.
Nie ma video, jesrt tylko te nagranie audio co udostepnilem dla klubowiczow.
Wyjatkowy bootleg - Janek lubi wypic i tu pokazuje na co go stac :D

p.s A solo Mcbraina jest rowniez zalosne :) :beer
szatanista
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 951
Rejestracja: wt lut 10, 2004 1:24 pm
Skąd: Legionowo

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: szatanista »

MaYeR pisze: Janek lubi wypic i tu pokazuje na co go stac :D
Wiac ze ma chlop polskie korzenie... :D
Awatar użytkownika
WICKER MAN
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 6612
Rejestracja: pn mar 31, 2003 3:35 pm
Skąd: Warszawa

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: WICKER MAN »

JMM ---> Wielkie piwo dla Ciebie! Dzięki! :beer :D
Stranger pisze:Ciekawe, nie wiedzialem ze na pozegnalnym koncercie cos takiego mialo miejsce. Jest jakies nagranie wideo z tego?
Byc moze to nie wina alkoholu, a Gers bardzo przezywal ta cala sytuacje z Brucem itp. Albo jedno i drugie.
Koncert nie był pożegnalny (pożegnalnym występem był koncert Raising Hell - a w zasadzie 2 - próba i faktyczny występ :) ) - był tylko częścią ostatniej trasy Bruce'a z Maiden w 1993 roku.

Ponoć Janick miał duże problemy techniczne z gitarą - stąd też te jego akcje. ;) Wyjaśnialiśmy to już wcześniej.
Awatar użytkownika
Tomek(JMM)
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1435
Rejestracja: pt paź 22, 2004 8:47 pm
Skąd: Łódź

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Tomek(JMM) »

WICKER MAN pisze:JMM ---> Wielkie piwo dla Ciebie! Dzięki! :beer :D
Zawsze możecie na mnie liczyć. Mówiłem, ze w końcu mi się uda to umieścić.
ironpacy
-#Invader
-#Invader
Posty: 196
Rejestracja: sob kwie 26, 2003 8:19 pm
Skąd: Gorzów Wlkp.

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: ironpacy »

Stranger pisze:Ciekawe, nie wiedzialem ze na pozegnalnym koncercie cos takiego mialo miejsce. Jest jakies nagranie wideo z tego?
Byc moze to nie wina alkoholu, a Gers bardzo przezywal ta cala sytuacje z Brucem itp. Albo jedno i drugie.
Ponoć Janick miał duże problemy techniczne z gitarą - stąd też te jego akcje. ;) Wyjaśnialiśmy to już wcześniej.[/quote]

Jasne że Janick mocno przeżywał tę sytuację w końcu to dzięki Dickinsonnowi trafił do zespołu , teraz się okazało ze Bruce odchodzi . Chlapnął więc wkurzony jednego :beer za dużo przed koncertem no i " miał w trakcie duże problemy techniczne z gitarą ( a właściwie z gitarami bo co najmniej dwie na scenie rozwalił ) :wink:
Sanktuarium Fan-Club Registered Member - 017
Awatar użytkownika
Michcio
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1448
Rejestracja: ndz gru 07, 2003 10:18 pm
Skąd: Kraków

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Michcio »

wlasne sluchalem sobie NML z 31 stycznia 2004 na samym poczatku bruce sie zaczyna sie smiac i nie spiewa kawaleczka hehe
Mlody
-#Prisoner
-#Prisoner
Posty: 113
Rejestracja: pn mar 31, 2003 3:32 pm
Skąd: Legionowo

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Mlody »

ironpacy pisze:
Stranger pisze:Ciekawe, nie wiedzialem ze na pozegnalnym koncercie cos takiego mialo miejsce. Jest jakies nagranie wideo z tego?
Byc moze to nie wina alkoholu, a Gers bardzo przezywal ta cala sytuacje z Brucem itp. Albo jedno i drugie.
Ponoć Janick miał duże problemy techniczne z gitarą - stąd też te jego akcje. ;) Wyjaśnialiśmy to już wcześniej.
Jasne że Janick mocno przeżywał tę sytuację w końcu to dzięki Dickinsonnowi trafił do zespołu , teraz się okazało ze Bruce odchodzi . Chlapnął więc wkurzony jednego :beer za dużo przed koncertem no i " miał w trakcie duże problemy techniczne z gitarą ( a właściwie z gitarami bo co najmniej dwie na scenie rozwalił ) :wink:
swietny komentarz :D
Awatar użytkownika
Natalia
-#Invader
-#Invader
Posty: 179
Rejestracja: śr cze 04, 2003 11:28 pm

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Natalia »

Michcio pisze:wlasne sluchalem sobie NML z 31 stycznia 2004 na samym poczatku bruce sie zaczyna sie smiac i nie spiewa kawaleczka hehe
To chyba wtedy kiedy Pabla z BB rzuciła mu stringi z napisem 'From All Female Fans', czy cos takiego:)
Awatar użytkownika
Michcio
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1448
Rejestracja: ndz gru 07, 2003 10:18 pm
Skąd: Kraków

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Michcio »

MAdrid 99 to czy mnie sie wydaje czy totalnie zepsuto intro??
Kro
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2019
Rejestracja: pn wrz 01, 2003 1:07 am
Skąd: Ruda Śląska

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Kro »

Michcio pisze:MAdrid 99 to czy mnie sie wydaje czy totalnie zepsuto intro??
O czym ty mowisz :shock: ??
Intro jest w porzadku, przeciez i tak leci z tasmy :lol: a jesli chodzi Ci o Aces High to tez nie widze nic zlego. Zastrzezenia jednak mam do Troopera :roll: Janick kompletnie zepsul poczatek, ale najlepiej slychac to na tej realacji z TV, bo na audio jest slabo slyszalny
Awatar użytkownika
Michcio
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1448
Rejestracja: ndz gru 07, 2003 10:18 pm
Skąd: Kraków

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Michcio »

Kroczniok pisze:
Michcio pisze:MAdrid 99 to czy mnie sie wydaje czy totalnie zepsuto intro??
O czym ty mowisz :shock: ??
Intro jest w porzadku, przeciez i tak leci z tasmy :lol: a jesli chodzi Ci o Aces High to tez nie widze nic zlego. Zastrzezenia jednak mam do Troopera :roll: Janick kompletnie zepsul poczatek, ale najlepiej slychac to na tej realacji z TV, bo na audio jest slabo slyszalny
no z tego co slysze odrazu leci intro churchila nagle jest koniec krootka przerwa i transylvania od polowy.... wiec chyba nie tak jak mialo byc??
Kro
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2019
Rejestracja: pn wrz 01, 2003 1:07 am
Skąd: Ruda Śląska

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: Kro »

A ja mam normalnie :P Transylvania --> Churchill --> Aces High
miki
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4867
Rejestracja: sob paź 04, 2003 1:41 pm
Skąd: katowice

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: miki »

niedawno usłyszałem - the edge of darkness (live @ paris '95) :)

blebleblebleble :D
kocian_jr
-#Trooper
-#Trooper
Posty: 311
Rejestracja: pt lis 12, 2004 9:13 pm
Skąd: Lublin

Re: Najwieksze wpadki koncertowe

Post autor: kocian_jr »

a skad mozna wytrzasnac ta wersje Edge Of Darkness? :roll:
ODPOWIEDZ