Ja byłem tylko dwa razy w pierwszym rzędzie - Wrocław 2003 i Ostrava 2007. Hala Ludowa była moim pierwszym koncertem, udało się wejść w miarę na początku i przestać wszystkie supporty, potem było parcie i rzeczywiście zdryfowało mnie pod prawą stronę sceny, ale wciąż uwieszony na barierce.
Ostrava była moim trzecim koncertem, już nie te emocje i jechałem z założeniem, że płyta mi wystarczy (tam o ile się nie mylę, miałem bilety na coś w rodzaju GC). Zapamiętałem, że sami Polacy byli w pierwszym rzędzie, niesamowicie łatwo było się przepchnąć w ciągu pierwszych kawałków i zostać na początku.
Wszystkie pozostałe koncerty (Chorzów 2005, Warszawa 2008 i 2011, Łódź 2013, Wrocław 2016) to płyta, ale raczej na końcu, szczególnie jak się pojawiły GC, na które nigdy się nie szarpnąłem. Jak daleko bym nie stał i jak bardzo bym chciał w spokoju brać udział w koncercie, to zawsze ktoś próbował rozkręcać młyn. Dobrze, że w tych dalszych rzędach jednak są ludzie z podobnym nastawieniem do mojego, bo się temperowało takie zapędy i można było w spokoju się drzeć, śpiewać, skakać i klaskać

Teraz, po prawie 20 latach od pierwszego koncertu, tym bardziej nie chcę się pchać do pierwszego rzędu...