Dodać wypada dla wyjaśnienia, że to był jedyny koncert w Europie w tym roku, rozgrzewkowy przed wyjazdem do Ameryki Południowej. Więc wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju a jednak... taki sam jak poprzedni w zasadzie
Na trasie promującej ostatni album zagrali raptem 3 kawałki z niego, zmienili jeden kawałek (ze względu na brak Jorna) i dodali Kill the Pain Away z nowej w porównaniu do setu z tamtego roku. Reszta jota w jotę identyko jak w 2022. Jako bywalec koncertów Maiden powinienem być przyzwyczajony, ale jednak jak na początek poleciały dźwięki Twisted Mind to poczułem lekki zawód. Arabesque na start z opadająca kotarą zrobiłoby robotę. Trzeba też jednak uczciwie stwierdzić, że te kotlety smakowały ludziom wybornie, publika bardzo żywiołowa jak na Niemcy, bawiła się doskonale.
No i największy zawód - jak na drugą zwrotkę The Scarecrow zabrakło charakterystycznego wejścia Jorna i zamiast niego pojawił się Atkins. No nie...nie do mnie tak... Brak charyzmatycznego Norwega to olbrzymia strata na jakości. Atkins owszem - w dobrej formie po chorobie - Herbie też świetnie śpiewa i jest w stanie zastąpić każdego, ale co Jorn to Jorn.
Hala mniejsza niż Progresja natomiast kolejka na pół godziny przed otwarciem dłuższa niż pod warszawskim klubem

Dźwięk żyleta, nawet eventową koszulkę udało się kupić

Wyjazd, mimo tej łyżki dziegciu, bardzo udany, warto było to zobaczyć i usłyszeć bo znów może nie być długo okazji.
Dzięki Krus za towarzystwo i do następnego razu!