Bardzo dobre podsumowanie. Dodam tylko, że w 2017 roku byłem na koncercie Iron Maiden w Aberdeen i tam pełna kulturka, tak powinno być wszędzie. Chcesz podejść bliżej? Bardzo proszę, ludzie Cię puszczą. W ten sposób bez rozpychania się łokciami i walki o życie doszedłem blisko barierek i drugą połowę gigu stałem vis a vis Bruce'a.Pierre Dolinski pisze: ↑śr cze 14, 2023 11:07 am Wszystko fajnie, tylko wkurwiają mnie ludzie, którzy trzepią łbem przez cały koncert i omiatają mi tymi spoconymi kudłami po pysku, chwiejąc się na boki i szturchając, albo zachowują się tak jakby liczyli na to, że będę się z nimi przepychał i poszturchiwał. Kurwa. Mam po 50tce, skakać mi się nie chce, popychania jak gówniarz nienawidzę i nie lubię jak ktoś co chwile wpada na mnie. Jak ktoś lubi takie rzeczy, to niech wypierdala pod scenę pod barierki i tam cwaniakuje a nie struga herosa pośród stojących z tyłu spokojnych dziadziów. Co za prymitywy. I nie rozumiem jeszcze jednego. Jak można kurwa cały czas gadać. No cholera. Wstęp do Alexandra. Pierwszy raz w życiu dla prawie wszystkich na żywo, a jakieś skurwysyny gadają sobie. Zero przeżycia. Ostatni raz czułem się tak na koncercie Dream Theater, jak jakieś chuje(pseudo gitarzyści) opowiadali sobie co Petrucci robi na scenie. Jakby relacjonowali. No kurwa. Komentować się zachciało. To won na mecz tenisa i gadać do mikrofonu, a nie na koncert. Wczoraj musiałem to znowu znosićm bo jakieś gnojki cały czas porozumiewały się o czymś.
Koncert spoko, poza tym, ze Harris był nieobecny. Nie było go właściwie słychać. Jakby zespół grał bez basisty.
Do samych barierek oczywiście nie dobiłem, bo tam południowcy czy inni Latynosi skakali jak dzikusy jakby właśnie wygrali jakieś zasrane trofeum mistrzów świata skórokopów.



