Czas na kilka słów dłuższego podsumowania ode mnie. Nie były to moje pierwsze koncerty IM, chociaż do większości z Was sporo mi brakuje. W sobotę był mój 4 koncert na trasie, a 10 w ogóle. I już nie mogę się doczekać kolejnych. Połowę z tych koncertów spędziłem w piewszych 3-4 rzędach (2 na barierkach), resztę z tłumu z większej odległości. Tym razem były barierki (piątek, środek) i drugi rząd (całe szczęście, sobota, przed Janickiem).
Na początek Tremonti - ciężko mi powiedzieć jak grali, bo wszystko się zlewało i niewiele było słychać. Trochę się wynudziłem, ale na pewno byli lepsi od KE, na których miałem ochotę opuścić salę

. Drugi koncert ciekawszy ze względu na problemy techniczne. Szkoda było technicznego, jak zestresowany biegał po scenie. Podejrzewam, że na własnym koncercie z dobrym nagłośnieniem mógłbym się nawet dobrze bawić.
Maideni klasa. W piątek dźwięk był moim zdaniem słabszy niż sobotę. Gitary się częściej zlewały, były drobne rozjazdy i perkusja chyba słabiej (na pewno niż w Tallinie, gdzie czuć z niej było dużą moc). Ale show świetne. Fajnie było je oglądać z barierki na środku, chociaż oczywiście nie można było objąć całej sceny wzrokiem. Świetna akcja z rybą. Jeden moment "przerażenia" jak skaczący Bruce się potknął i przez chwilę miałm wrażenie, że się spierniczy ze sceny prosto przede mną. Ale widok z bliska tego jego skoki, Dave'a grającego w dymie... bezcenne. Ścisk był ogromny. Cały koncert silny nacisk na barierki i banda buraków próbujące się na nie wepchnąć - korzystali z każdej okazji do "ataku": podejmowanie osób z fali przez ochronę, wyciągnanie osób proszących o wyjęcie. W efekcie spora część koncertu upłynęła na walce o utrzymanie pozycji i oddechu. Ochrona do utylizacji, dość szybko ich poniosło i zamiast zachowywać się normalnie, zaczęli kozaczyć i każdemu podjętemu z fali zakładać dźwignię (no niektórym słabo to szło). Nie wiem po co. Chyba, żeby wprowadzić bardziej nerwową atmosferę. Do tego nie chcieli podawać nic z fosy. Frotka Nicko upadło tuż przede mną (z 10cm mi brakowało do wzięcia), Nicko widzi, że próbuję sięgnąć i mówi do typa z fosy (kilka razy), żeby podał, a ten, że "nie może". W końcu Nicko się wkurzył i zbluzgał kolesia, ale matoł pozostał niewzruszony.
W sobotę strategicznie zająłem miejsce bardziej po prawej, w drugim rzędzie. Dźwięk lepszy niż i odczucia lepsze niż w piątek, ale też trochę mniej walki, dzięki czemu mogłem się bardzie skupić na chłonięciu spektaklu. Tłum ruszył mocniej niż w piątek, już na Aces High była masakra, ale potem zrobiło się trochę spokojniej - większość popchnięć dało się skontrować bez problemu trzymając jedną rękę na barierce, a drugą na osobach przede mną (pozdrawiam

). W połowie koncertu dopchał się jakiś typ, który próbował dostać się na barierki i znowu zrobiło się ciężej. Wpychał łokieć na moją żonę i próbował ją wypchnąć, a jak się wkurzyła i sprzedała mu kopa, to się zaczął sadzić, że go kopie. Udało mu się wepchąć do drugiego rzędu, a po Iron Maiden... sobie poszedł i już do końca był luz

Ochrona też lepsza, wymienili część kolesi na środku na innych, mniej ich ponosiło. Jeden nawet w czasie HbtN zdecydował się podać kostkę.
Z pozytywnych rzeczy łączących oba koncerty (poza zespołem i muzyką) należy wymienić towarzystwo, w którym miałem możliwość oczekiwać i potem walczyć o przetrwanie/uczestniczyć w koncertach. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich poznanych forumowiczek i forumowiczów
