Recit The Thornographer pisze: ↑pn sty 27, 2025 11:49 pm
W jakimś momencie zacząłem myśleć, że dla Ciebie to strasznie ważne i przypominały mi się słusznie minione czasy, gdy samozwańczy cenzorzy potrafili spuścić wpierdol losowemu gościowi, gdy nie wymienił np. dyskografii kapeli, której koszulkę nosił. A że koszulka, jak i zapewne poznawana dyskografia, były często piratami to inna bajka
Nie, nie, rozgraniczmy coś - uważam, że scena i ludzie wokół niej skupieni byli niegdyś bardziej kumaci, ALE nie zamierzam tu usprawiedliwiać różnego rodzaju patologii. Nawet pozostając w temacie Nerdżiego, to w latach 90. jakiś tam lokalny Klub Przyjaciół Belzebuba wystawiał za nim "listy gończe" i nawet chłopu zrobili wjazd na chatę, chyba za bycie pozerem (?). Nic z tego rodzaju zachowań nie spotyka się z moją aprobatą, wliczając w to ówczesne nazistowskie fascynacje części subkultury, a także bardziej trywialne postawy, jak krojenie z koszulek (swoją drogą pamiętam, że na tym forum istotnie są osoby, którym bardziej lub mniej skrycie to imponuje

).
Takie zdania jak "takie rzeczy na pewno niekorzystnie wpływają na wizerunek muzyka, zajmującego się tym konkretnym rodzajem sztuki" brzmią turbo poważnie. A to tylko Nergal promuje swoje biznesy zgrywając, zakładam, że całkowicie świadomie, pajaca.
Możliwe, że masz rację co do mojej stylistyki pisania. Tutaj już wchodzi w grę to, że ja codziennie używam dość formalnego języka poza forum i niekiedy pewnie się to przenosi także na posty tutaj. Aczkolwiek jak mówię, pajacerka Adasia na pewno nie uraża moich uczuć religijnych, czy jakichkolwiek, idzie mi wyłącznie o jakieś zarysowanie zjawiska.
Robiłem sobie żarty, bo powołałeś się na mhrocznych panów z naprawdę mhrocznych zespołów, którzy pewnie mają taką samą opinię jak Ty i zupełnie nie wiem, czemu miał służyć ten zabieg erystyczny. Nie musisz mnie przekonywać, że są ludzie, którzy uważają wizerunek Nergala za szczyt żenady. Są też tacy, którzy zdają się spijać słowa z jego bluźnierczych ust. Są i ludzie umiarkowani. W ogóle jest sporo ludzi.
Nie no, nie tak do końca mhrocznych. Jedno to wizerunek sceniczny (i tu Darski jak najbardziej jest mhroczny), drugie to to, co dzieje się poza koncertem. Wspomniany przeze mnie wokalista Mambaryły/BoP swego czasu udzielał się na innym forum metalowym, a w avku miał cenzopapę

A czemu akurat ci? Z prostego powodu. Są to ludzie, którzy w ostatnim czasie wydali dość głośne i dobrze przyjęte albumy z gatunku black metal, a jednocześnie przez całą swoją historię trzymali się wartości, które są im bliskie. Daleki jestem od robienia z kogokolwiek autorytetu, ale w pewnym stopniu cenię sobie zdanie osób, które na swoim zajęciu zjadły zęby i jednocześnie nie pokusiły się o pójście drogą na skróty. Akurat tutaj też można by przywołać Petera. Oczywiście to muzycznie inna bajka, a merch Vadera to niejednokrotnie straszny syf (pamiętam okropne koszulki zrobione z użyciem AI), ale jest ogromna różnica między tym, jak ludzie postrzegają Generała, a jak Nergala.
Co do ludzi spijających słowa Nergala, to niestety tutaj mam wyłącznie złe skojarzenia. I o ile sam Nergal często jawi się jako najstarszy nastolatek w Polsce, tak jego fani również często cechują się postrzeganiem rzeczywistości, o które posądzić można byłoby gimnazjalistę, a nie dorosłego chłopa xD No ale taki już urok tej muzyki, dla jakiegoś usprawiedliwienia dodam, że interakcje z fanami wspominanego wcześniej Watain również bywają... Cokolwiek osobliwe.
Braku dystansu w tej materii nie rozumiem i tyle, bo jest pewien paradoks w tym, że gorączkowanie się na wybryki Nergala jest dokładnie tym, o co mu chodzi i co zapewnia mu promocję. Ten temat jest najlepszym tego przykładem.
Tak, bo Nergal lubi atencję, ale zauważ, że generalnie nikt w tym temacie nie pisze raz na tydzień postów typu "Adam pokazał dziś dupę na IG Story". Nie wiem, jak teraz, ale kilka lat temu to byłoby totalnie możliwe do zrobienia. Dawno temu zrobiliśmy z @manichean eksperyment, który polegał na tym, że ustawiliśmy sobie powiadomienia z jego Instagrama. No i tak jakoś co pół godziny/godzinę mogliśmy oglądać nowe mądrości Pięknego, w tym treści cechujące się wątpliwą estetyką

Obecnie Adam rzadko mi się wyświetla na tym portalu, więc nie znam aktualnej skali takich zjawisk.
pz pisze:
Dlatego też w mojej wypowiedzi odniosłem się tylko do finansowego wątku Waszej dyskusji. Trochę mnie dziwi prezentowane przez Ciebie przekonanie jakoby scena "blackmetalowa" znacząco różniła się od innych i była wyjątkowa pod względem wyznawanej ideologii czy jakichś niepisanych zasad. Takie rzeczy (i niezależnie od rodzaju muzyki) są mogą być prawdziwe dla dzieciaków, które mają swój bezpieczny kąt u rodziców, mamusia podstawia obiad pod nos, a tatuś zarabia na kosztowne hobby potomstwa (albo na odwrót). Potem jednak poza przyjemnościami trzeba sobie opłacić również bardziej podstawowe potrzeby i pozostają 3 opcje: kończysz z muzykowaniem, zaczynasz na nim zarabiać lub zaczynasz na nie zarabiać. Zwłaszcza w tym drugim przypadku świetnie sprawdza się sprzedaż odpowiedniego image. Nergal to jak widać dobrze rozumie i jego model biznesowy, oparty o "szokowanie" i poszerzanie zasięgów poprzez wejście w kręgi celebrytów, dobrze się sprawdza. Zasadniczo mam na to zupełnie wywalone. Dla mnie gacie z logiem zespołu czy "dildo z podobizną wokalisty" to idiotyzm, ale skoro jest popyt...
Ogólnie - tak, muzyka jest m.in. po to, by na niej zarabiać. Natomiast tak jak mówię - wystarczy zajrzeć na jakieś bardziej skupione na temacie grupki, fora, czy cokolwiek, żeby zobaczyć, że w pewnym momencie daleko idące zainteresowanie wykonawcy maksymalizacją zysku, jest odbierane negatywnie. Owszem, Nergal rozumie zasady funkcjonowania rynku, tylko nie on jeden zarabia i jest w stanie utrzymać się ze swojej działalności. Jednocześnie on jeden w Polsce robi to w taki sposób, w takich rozmiarach. Czy jest to efektywne? Na pewno, bo na hajs nie narzeka. I jak już wspomniałem, całość tego modus operandi nie łączy się z jakimiś tam standardami, (co istotne) charakterystycznymi dla tej konkretnej części sceny metalowej. Normalnym ludziom nie przeszkadza kapitalizowanie działalności artystycznej, tutaj odłóżmy na bok osoby w jakiś sposób uprzedzone do jakichkolwiek opłacalnych form utrzymywania się z muzyki. Sęk w tym, że jest jakiś punkt graniczny. Powiem ci na własnym przykładzie: w czasach pandemii średnio kilka razy w tygodniu dostawałem na FB powiadomienie z fanpage'a Ghosta, które starało się mnie przekonać do zakupu kolejnej koszulki/figurki/plecaka/kielicha z facjatą Papy Emeritusa. Po pewnym czasie - i co najważniejsze - braku jakiejkolwiek aktywności artystycznej ze strony kapeli, zaczęło być to zwyczajnie irytujące. Bo merch jest spoko, stanowi on pewne źródło utrzymania, tylko jest to coś pobocznego. Jeszcze zostając przy tej anegdocie, ja wiem, że to były szczególne czasy dla rynku, sceny, ogólnie społeczeństwa, ale w obliczu takiej sytuacji pożądane byłoby zaoferowanie odbiorcy czegoś związanego z podstawowym zajęciem zespołu. Choćby wypuszczenie koncertówki, jakichś demówek, w zasadzie czegokolwiek (bo brak chęci na wydanie nowej płyty był wtedy zrozumiały). Byli twórcy, którzy wówczas dbali o takie kwestie. Może już widzisz, do czego zmierzam: w momencie, kiedy logo zespołu staje się czymś bliskim marki towarowej, robi się niefajnie. Tutaj wspomniałem Ghosta, który akurat jest bytem maksymalnie skorelowanym na osiągnięcie zysku (co jest IMO naturalne dla zespołów tego rodzaju, nie wyłączając w to Judas Priest, Iron Maiden, czy pokrewnych), ale Behemotha też się to tyczy. Wracając jeszcze do sceny black, pamiętam jak ludzie śmieszkowali sobie z Batushki, która przez kilka pierwszych lat aktywności miała na koncie wyłącznie debiut i w ciągu tych kilku lat wyszło chyba około 40 wydań tej płyty. Fani black metalu raczej nie mają nic przeciwko wydaniom limitowanym, kolorowym winylom, i tym podobnym, ale po jakimś czasie ten brak proporcji między ilością materiału, a ilością jej edycji, stał się dla nich zwyczajnie zabawny.
Znowu podkreślę: nie oznacza to, że potępiam w ogóle aktywność polegającą na wydawaniu merchu. Ba, myślę, że gdyby Adam sprytnie nawiązał do znanego mema jeszcze z zamierzchłych czasów internetu i wydał Kaka(o) Demona, to bym temu w jakiś sposób przyklasnął, ponieważ to stanowiłoby humorystyczne nawiązanie do własnej twórczości i jednocześnie stanowiło jakiś przejaw dystansu do takowej. Miałoby to pewne uzasadnienie, bo z tym filmikiem zetknęli się nawet ludzie, którzy od metalu stronią; jest to ikoniczne na podobnym poziomie, co "chuj dupa kurwa cipa" od Siekiery. No ale widzisz, ta nieszczęsna kawa/karma dla psów ma się nijak do tego, z czego słynie Behemoth, a sam fakt istnienia kompozycji pt. God=Dog wydaje się raczej słabym uzasadnieniem produkowania czegoś takiego. Zresztą jak już wspominałem, tego pokroju incydenty to według mnie raczej jakieś zobrazowanie całej sytuacji, a nie Wiadomo, że było to nastawione na jakiś szok. I tu też kolejna kwestia, już nie stricte w sprawie merchu: może niegdyś Nergal komuś imponował tym szokowaniem, ale w zasadzie obecnie niewiele osób traktuje to poważnie. Nie sądzę, żeby wszystkie kontrowersje z jego udziałem były kierowane chęcią szoku (bo ta wspomniana Rzeczpospolita Niewierna to według mnie coś, co w ogóle nie powinno trafić do sądu, a już na pewno nie wlec się przez tyle czasu), ale już np. inba z YMCA była właśnie głupim sposobem na szukanie rozgłosu, dodatkowo na podstawie zwyczajnego kłamstwa, o czym sam zainteresowany nie oznajmił aż do momentu, kiedy ta chrześcijańska siłownia sama wystosowała swoje oświadczenie.
Także istnieje sobie taki Nergal, który lata artystycznej świetności chyba ma już za sobą, poziom ego wprost proporcjonalny do wysokości swojego czoła, trzymający się tanich sztuczek medialnych, produkujący merch na skalę większą, niż KISS, dostosowujący się do modnych trendów... Jakby, jestem w stanie zauważyć, czemu dużo ludzi ma takie, a nie inne zdanie o tej personie, bo wszystkie te elementy składają się na dość konkretny wizerunek Darskiego. Ja wierzę w koncepcję separacji dzieła od twórcy i stawiam się tu raczej w roli obserwatora, aniżeli zaangażowanego w sprawę zbulwersowanego fana, ale zupełnie rozumiem, skąd wzięły się te opinie, których Recit nie rozumiał. Do tego dochodzi fakt, że Nergal nie zawsze zachowywał się w taki sposób i to wszystko zaczęło się dopiero w pewnym momencie, więc jest tu też aspekt kontrastu między tym, do czego ludzie w jakiś sposób przywykli kiedyś.
A co do samego Behemotha, już pod kątem muzycznym: The Shit ov God jest średnie, słuchałem dwa razy. Nie ma odgrzewania kotletów i co prawda robi nieco lepsze wrażenie, niż pierwszy singiel z OCN (Ov My Herculean Exile to w mojej pamięci utwór zupełnie anonimowy), ale fajerwerków nie ma. Jest "nowy" Behemoth i to słychać, fraza tytułowa, niestety powtarzana w trakcie numeru, to niestety cringe straszny. No ale nic, poprzedni krążek nie był jakiś fatalny, to może tu też będzie w miarę okej.