Po raz pierwszy poszedłem na koncert Iron Maiden bez wcześniejszego sprawdzania setlisty.
Takie miałem postanowienie od początku trasy i udało mi się jakoś wytrzymać
Już na starcie miałem dreszcze po usłyszeniu początku CSiT. Jestem trochę nieobiektywny wobec tego utworu, ale to od niego zaczęła się moja przygoda i pierwszy zachwyt nad zespołem. Ogólnie zaczynałem poznawać band właśnie od płyty SiT i zawsze brakowało mi najbardziej kawałków z niej na koncertach. Już nie raz słyszałem w ich wykonaniu WY i HCW - spodziewałem się tych utworów. Jednak usłyszenie CSiT oraz Strangera to było coś.
Największym zaskoczeniem dla mnie było pojawienie się Alexandra w secie. Absolutnie nie obstawiałem i nie spodziewałem się, że kiedykolwiek usłyszę Olka na żywo i to był dla mnie bardzo mocny, wzruszający i przejmujący punkt koncertu. Do tego wykonanie było świetne i to długie przeciągnięcie frazy Babiloooooon dopełniło dzieła
Bardzo się cieszę, że wyłączyłem się prawie całkowicie z internetów ma czas trasy koncertowej aż do koncertu w Krakowie. Naprawdę nie sądziłem, że starsi panowie z Maiden jeszcze mnie zaskoczą
Z innych miłych zaskoczeń dla mnie mogę wymienić pojawienie się takich utworów jak The Prisoner, CIPWM, TWoTW oraz HoE (na ten ostatni też bardzo liczyłem). Ogólnie utwory z Senjutsu zyskały u mnie w wykonaniu live, nawet Celtowie
Zauważyłem też z negatywów a raczej drobnych niedociągnięć, że Nicko grał swoje partie w sposób uproszczony w stosunku do nagrań w studio i był też dosyć mocno nagłośniony - przynajmniej na trybunie A1 takie miałem wrażenie.
Poza tym wydaje mi się, że zespół skracał niektóre intra w utworach, co w sumie wyszło na plus.
Ogólnie na plus zaliczam:
- lista utworów
- Bruce i Adrian w wysokiej formie
- uproszczenie scenografii względem poprzedniej trasy
Na minus:
- Nicko i upraszczanie partii perkusyjnych
- dźwięk mógłby być nieco lepszy, ale i tak lepiej niż w 2018 roku w Krakowie
To był dla mnie bardzo emocjonalny koncert nawiązujący do jednej z ulubionych płyt. Nie był może najlepszym występem Maiden, na jakim byłem, ale to nie szkodzi. Do tego po raz pierwszy udało mi się namówić moją ukochaną na koncert Maidenów - naprawdę świetnie się bawiła i też przeżywała to wydarzenie. Mówi, że to jej najlepszy koncert do tej pory i chętnie wybrałaby się jeszcze raz.
Z góry przepraszam za błędy w poście, ale zrobiłem od wczoraj ponad 1200 km samochodem, żeby zobaczyć ulubiony zespół i wrócić jeszcze do roboty na czas. Jestem jednak mega usatysfakcjonowany z tego koncertu.
Up The Irons!