Ale ja nigdzie nie napisałem, że Gabriel, Fish czy Ozzy są źli. Ani nie napisałem, że stare płyty są złe. Ale próbując być obiektywnym.....H jest milion razy lepszym wokalistą od F (technicznie, barwowo, skalowo i w każdym innym kryterium), tak samo Dio, Gillan, Martin czy Hughes w stosunku do Ozziego. Nie przeszkadza mi to lubić ich wszystkich. Oczywiście bez nich nie byłoby tych zespołów i tych płyt, ale jak widać bez nich radzą sobie też całkiem nieźle.Vorgel pisze: ↑pt maja 10, 2019 1:16 pm Ale największe uznanie dały im albumy z Gabrielem, no chyba, że chodzi o fanów pop, tutaj się zgadzam, bardziej pasował im Collins. Podobnie jak Hogarth zamiast Fisha, bo przecież Fish miał wokal po Gabrielu, a nawet Hammillu, a Hoggy po chorym kuzynie Dona Henleya, jak to napisał swego czasu Beksiński. Wszystko się zgadza.
I nie przeszkadza mi "popowa" wersja Genesis, bo jest to porządna, profesjonalna muzyka. Gatunki nie mają dla mnie znaczenia. Można zagrać coś fantastycznego w 3 minuty, a można nudzić przez 25. Oczywiście można tez nudzić przez 3 minuty i zagrać fantastycznie przez 25.
Dla mnie dobrym przykładem jest Yes. Uważam 90125 za świetną płytę, a Big Generator za kiepską (tylko Shoot High jest dobre). Pewnie znajdzie się sporo osób, które stwierdzą, że obie są kiepskie.....bo są inne niż np. CTTE. Bardzo dobrze, że są inne. Kiepskie byłby, gdyby były takie same.
I co ma do rzeczy uznanie i co to jest to uznanie...bo chyba jednak więcej osób zna i lubi te "popowe" płyty i zapewne dały im też sporo więcej $$$$. No chyba, że jest jakaś część znawców muzyki, których uznanie jest bardziej cenne niż innych, bo to właśnie oni mają rację, i to tę najswojszą rację.
Generalnie uważam, że dyskutowanie jest fajne, ale dopóki do dyskusji używa się argumentów merytorycznych. Dyskusja typu: brunetki są ładniejsze od blondynek, bo ja tak mówię, to jest.....(każdy może sobie dopowiedzieć co to jest). Ja wolę mówić, że mi się coś bardziej podoba, albo jest dla mnie fajniejsze, zamiast to jest najlepsze, a tamto lubią tylko fani popu. A czy fan popu jest gorszy od fana proga? Czym mierzy się "dobroć" fana?
Wracając do tematu. Część niewątpliwie świetnych płyt, nagranych przez świetne zespoły, w klasycznych czasach, po latach zaczyna trącić myszką, albo nieść za sobą zbyt duże piętno swoich czasów. Ja mam tak np. z płytami Genesis z Gabrielem....są bardzo mocno osadzone w tamtych czasach, tak samo Script For a Jesters Tear. A np. takie Clutching jest moim zdaniem ponadczasowe muzycznie.
I dla równowagi....uważam Dio za dużo lepszego wokalistę od Ozza. Zawsze lubiłem bardziej płyty z nim. A po latach wolę z Ozzym, bo na H+H i Mob bardzo słychać czas ich powstania, to jest muzyka z początku lat 80. To samo Rainbow....od razu wiadomo z kiedy są te płyty. Po wielu latach słuchania staje się to niestety wadą.


